Dyskretne szaleństwo. Mindy McGinnis

Wydawnictwo Kobiece, 2017, 392 s.

Dziewiętnastowieczny Boston. Szpital psychiatryczny, czy też jak kto woli, przytułek dla obłąkanych, to miejsce, w którym kobieta traci swoją godność, jest ofiarą sadystycznego personelu, nie mającego nawet odrobiny litości dla swoich podopiecznych. Wśród nich umieszczona przez swoją rodzinę ciężarna Grace, bo nie trzeba być szalonym, żeby się tam znaleźć, wystarczy nosić życie w swoim łonie. Co to za czasy, co to za rodzina, zapytacie. Odpowiedź jest drastyczna. Zastanówcie się jak bardzo, skoro Grace woli przebywać w przytułku, niż we własnym domu.

Splot zdarzeń sprawia, że dziewczyna musi się stamtąd jak najszybciej wydostać, a jej szansą na ucieczkę stanie się wykonujący u pacjentów operacje mózgu, doktor Thornhollow. Po godzinach detektyw-amator, pasjonujący się psychologią kryminalną. Dostrzega w Grace idealną partnerkę, która będzie jego oczami, a milczeniem i opinią obłąkanej odwróci uwagę od swojego prawdziwego zadania. Razem podejmą się rozwiązania zagadki seryjnego mordercy, którego celem są młode kobiety.

„Dyskretne szaleństwo” to bardziej powieść detektywistyczna, niż kryminał, czy też thriller. Ku mojej przyjemności, nie znalazłam w niej zbyt wiele krwi, a przemoc stosowana w przytułku okazała się większa niż ta, którą morderca wyrządza swoim ofiarom. Jest w tej książce niesamowity klimat dawnych, mrocznych czasów. Aż dreszcz niejednokrotnie przebiegł mi po plecach, gdy czytałam o złu, jakie może tkwić w człowieku.

Można by mieć zastrzeżenia do głównej bohaterki, że jest chłodna, zdystansowana… Ale tak naprawdę to właśnie ten pozwalający przetrwać brak uczuć jest u niej najbardziej wiarygodny. Książka na długo pozostanie w mojej pamięci. Polecam!

Reklamy

Poza rytmem. Brittainy C. Cherry

Filia, 2018, 400 s.

Skusiła mnie muzyka. Głupia byłam, ale ta książka naprawdę mogłaby błyszczeć wśród lektur kategorii piórkowej, gdyby tylko została dobrze napisana.

Oto para szesnastolatków. Ona – soulowa wokalistka, realizująca marzenia niespełnionej matki, by zostać gwiazdą popu. On – nieśmiały, chudy saksofonista, z którego jazz wydobywa prawdziwą duszę. Połączyła ich miłość do muzyki i samotność, jednak pewne okoliczności szybko rozdzieliły. Spotykają się po kilku latach, odmienieni, naznaczeni bólem i sporo się muszą natrudzić, by wskrzesić więź sprzed lat.

Ograniczę uszczypliwe uwagi, ale o kilku błędach muszę wspomnieć, żeby już żaden dojrzały czytelnik nie dał się uwieść z miłości do muzyki. Autorka stworzyła jednowymiarowych, wyciętych z jednego szablonu bohaterów, którzy albo są wzruszająco dobrzy, albo pełni nienawiści. Zero indywidualnego podejścia do psychologii postaci. Fabuła odhaczana punkt po punkcie, bez pozwolenia na głębsze refleksje. Wszystko podane na tacy, gotowe do połknięcia, bez smakowania. Do tego te banalne, pompatyczne dialogi… Pozwólcie, że zacytuję mój ulubiony:

– Hej – szepnął.
– Hej – odparłam.
– Jesteś piękna – szepnął.
– Jesteś przystojny – powiedziałam.
– Kocham cię – wyznał.
– Kocham cię – odpowiedziałam.

W podziękowaniach pisarka stwierdza, że napisanie tej książki było bardzo trudne i że przeżyła podczas jej tworzenia wiele blokad twórczych. Nie rozumiem, dlaczego w ogóle powstała i co gorsze, zyskuje tak pozytywne opinie wśród czytelniczek. Pamiętajcie więc , że ważniejsza jest jedna opinia osoby o podobnym guście, niż średnia ocen setki czytelników, których gustu nie znacie.


Terapia. Sebastian Fitzek

Amber, 2018, 320 s.

Dawno nie czytałam tak wciągającej książki!! Już od pierwszych stron czułam, że Autor wciąga mnie w jakąś grę.

Ceniony psychiatra Victor Larenz czeka na swoją dwunastoletnią córkę Josy u alergologa. Zaniepokojony jej poważnym stanem i przedłużającym się czasem wizyty, postanawia wejść do gabinetu, ale drzwi są zamknięte. W rejestracji natomiast spotyka inna osobę niż ta, którą zastał przychodząc. Na dodatek upierającą się, że była tu cały czas. Wniosek jest tylko jeden – ktoś porwał jego córkę.

Po latach poszukiwań, psychiatra zamieszkuje na wyspie, gdzie pewnego dnia odwiedza go piękna pisarka, z nietypową odmianą schizofrenii, utrzymującą że postaci z jej książek istnieją naprawdę. Tyle, że ona ich nie znała przed ich opisaniem. Opowiada mu historię o małej dziewczynce, która cierpiała na tajemniczą chorobę… Dziewczynka wydaje mu się dziwnie znajoma…

Potrzebowałam książki, która mnie odciągnie od codzienności i w której utonę. I taka właśnie jest „Terapia”. Nie mogłam przestać czytać, póki nie dowiedziałam się o co chodzi. A jak już się od książki odrywałam, to i tak o niej myślałam. A czy odgadłam pomysł Autora? Już myślałam, że tak, że jestem blisko, bo przecież przy tak zagmatwanej fabule inne zakończenie nie może być możliwe, a tu Pan Fitzek wykonując kilka ostrych zakrętów i tak pociągnął mnie w swoją stronę. Nie! Takiego zakończenia się nie spodziewałam!


Labirynt duchów. Carlos Ruiz Zafón

Muza, 2017, 896 s.

Nie myślałam, że Autor może mnie jakoś szczególnie zaskoczyć zakończeniem cyklu o Cmentarzu Zapomnianych Książek. Nastawiałam się na powrót w znane mi miejsca, do ludzi, których obdarzyłam sympatią (szczególnie Fermina, który potrafi dostarczyć tyle uśmiechu, co Jaskier z wiedźmińskich opowieści), do atmosfery pełnej miłości do literatury. Nie spodziewałam się jednak nutki kryminalnej.

Na scenę wkroczyła bohaterka, z którą ciężko było mi się rozstać – Alicja Gris – nieprzeciętnie inteligentna, twarda agentka z mrokiem w duszy i raną na ciele, która przypomina o bolesnej przeszłości. Jej zadaniem było rozwikłanie zagadki tajemniczego zniknięcia ministra Mauricia Vallsa, który zostawia po sobie wskazówkę w postaci kolejnego tomu „Labiryntu duchów”. Jest to ostatnia sprawa, po której Alicja odzyska długo wyczekiwaną wolność. Sprawa niełatwa, ponieważ musi wrócić w rodzinne strony, rozdrapać stare rany. Jak się okazuje, nie jest to największa przeszkoda, z którą przyjdzie jej się zmierzyć. Trop zaprowadzi ją do księgarni Sempere & Synowie, gdzie spotka bliską jej osobę z przeszłości oraz wymarzoną wizję przyszłości, jakiej nigdy mieć nie będzie. Rozwikłanie sprawy Vallsa przyniesie za sobą odpowiedzi na pytania otwarte w poprzednich częściach cyklu, w tym kwestię tajemniczej śmierci matki Daniela.

W porównaniu do poprzednich części cyklu, ta wydaje się najbardziej kompletna, pełna. Spina wszystkie wątki w jedną całość w taki sposób, że można książkę czytać bez znajomości wcześniejszych (nie polecam, ale można :)).

Po zakończeniu książki nie potrafię znaleźć takiej, która mogłaby mi ją zastąpić. Jednocześnie nie pozostały mi nawet złudzenia, że będzie kolejna część.